Biznes IT: Sterowanie dyskusją o wartości biznesu

Udostępnione w Firma 0 komentarzy
 

\"\"

Czy pytania są zawsze niewinne? W świecie biznesu – moim zdaniem, nie.

Zadawane pytania i udzielane odpowiedzi mają porównywalną wartość. Przyczyna jest prosta – pytania nigdy nie wynikają z pustki; pochodzą z jakiejś perspektywy, która w wielu wypadkach określa zakres „akceptowalnych” odpowiedzi. Świat profesjonalistów IT jest obciążony tym zjawiskiem w większym stopniu niż inne obszary, szczególnie w przypadku przymusu ekonomicznego. Zaś pytaniem, które ciągle się pojawia i zasadniczo wiedzie na manowce, jest „czy IT daje korzyści biznesowe?”

Zanim spróbuję objaśnić to zagadnienie, chciałbym postawić moje własne „niedobre” pytania. Czy podoba Wam się sposób, w jaki jesteśmy codziennie traktowani? Czy wierzycie, że IT faktycznie ma jakąś wartość? Czy uważacie, że wszyscy ludzie, którzy zadają takie pytania, sami są wartościowi?

Tak więc, jak poradzić sobie z pytaniem o naszą wartość?

Moja pierwsza rada brzmi: nigdy nie odpowiadać na to pytanie. Próba odpowiedzi przerzuca ciężar dyskusji na pytanego. To pytanie nie jest niewinne; jest teleologiczne – stawia pytanego w konieczności obrony pozycji sprzecznej z początkowym założeniem pytającego. Jak w greckiej tragedii: wynik jest oczywisty i nieunikniony.

Druga rada to kontratak – ale na naszych własnych warunkach. By to zrobić, istnieje kilka sposobów, o których warto wspomnieć.

Reductio-ad-absurdum. Gdy ktoś zażąda udowodnienia wartości IT, natychmiast i ufnie spytajmy pytającego, jaką wartość ma dobrze wykonana kanalizacja, windy czy karteczki Post-it. Gdy rozmówca spojrzy na nas zbaraniały, przejdźmy do bezpośredniego ataku – niech wyliczy wartość miejsc parkingowych albo nieprzeciekających dachów.

Protekcjonalność. Po usłyszeniu pytania natychmiast odeprzyjmy je czymś w rodzaju: „nie odpowiadam na pytania o podejrzanej intencji”. Po czym przejdźmy do wyjaśniania w prostych słowach, co umożliwiają techniki IT. Nigdy nie należy uznawać tego pytania za właściwe; zamiast tego porozmawiajmy o zaletach (a nie o wartości) IT.

Odwrócenie. Gdy ktoś spyta o „biznes IT”, przejdźmy natychmiast do rozmowy o „IT biznesu”. Innymi słowy, odwróćmy pytanie, reagując na fundamentalną ironię świata informatyki, gdzie ludzie zamiast rozumieć, że IT zwiększa skuteczność biznesu, pytają, jak biznes może odnosić korzyści z IT.

W poprzednim artykule napisałem, że dla nowoczesnego przemysłu IT jest równie niezbędna, jak sprawność montażowa. Napisałem też, że organizacje IT przeżywają trudny okres. Nacisk na efektywność wywierany przez neo-taylorystów (Frederick Winslow Taylor był jednym z pierwszych ekspertów skuteczności), połączony z dawno niewidzianym kryzysem gospodarczym, zadał nokautujący cios organizacjom, które już wcześniej borykały się z trudnościami. Etos „wyrastania ponad przeciętność”, napędzany przez quasi-religijną obsesję redukowania nadmiarowości, doprowadził organizacje informatyczne – które nigdy jasno nie określiły, czym właściwie są – do dołka, gdzie się obecnie znajdują.

Część problemu wyrasta z naszego zbiorowego zaakceptowania sytuacji, że warunki dyskusji są ustalane przez innych. Każda rewolucja tworzy swoją ontologię. Profesjonaliści IT także muszą stworzyć własną.

Nowoczesny biznes jest zdefiniowany przez dynamizm, wymagający ciągłego śledzenia informacji, zarówno jasno określonych, jak i dopiero kiełkujących. Ponadto dynamizm wymaga zdemokratyzowania informacji, aby ludzie mogli działać w czasie rzeczywistym. To, co umożliwia ten proces, to technologia. Może nie być wystarczająca, ale na pewno jest niezbędna.

Tak więc pytania o wartość IT i organizacji IT są w najlepszym razie naiwne, a w najgorszym złośliwe. Rewolucjoniści nigdy nie akceptują status quo. To, czego chcę od każdego z Was, to byście stali się rewolucjonistami.

Napisany przez Jarosław Prochal   @   8 lutego 2010 0 komentarzy

0 Komentarzy

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Zostaw komentarz

Poprzedni wpis
«
Następny wpis
»